Wycieczka do Berlina.


Odpoczywając i zajadając się pizza, postanowiłam co nieco dla Was napisać o mojej wycieczce do Berlina, która wczoraj dobiegła końca. Pewnie niektórzy z Was oczekują jakichś superhipermega fajnych zdjęć, ale niestety przez ten krótki czas wolałam na wszystko patrzeć oczyma, niż bawić się w małego Chińczyka jak było to w przypadku mojego pobytu w Paryżu. Tak czy siak pokażę Wam ok. 20 zdjęć! 
Jeśli chodzi o architekturę to Berlin przypomina mi Warszawę.  A jeśli mówić o stylu życia to u nas na pewno nie ma takiej tolerancji i pewnego rodzaju luzu, który tam panuje i czego osobiście im zazdroszczę. Po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłam młodzież, która wygląda jak dosłownie…emo. Kolorowe włosy, kolczyki i tatuaże to normalne wśród młodych ludzi tam mieszkających. Nikomu nie przeszkadza również para zakochanych w sobie chłopaków siedzących razem na ławce, ani to że ktoś wyszedł w piżamie.
Mieliście kiedyś tak, że ktoś coś do Was mówił, a Wy kompletnie nie wiedzieliście o co „kaman”? Ja tak miałam właśnie w Berlinie w sklepie czy na stacji metra. Nie znam niemieckiego. Tych słów po prostu nie można z niczym skojarzyć! Dobrze, że wszyscy znają angielski.
 Zwiedziłam pewnie niewielką część Berlina, ale przynajmniej jestem bogatsza o nowe wspomnienia 🙂
 Zegar czasu światowego Urania na Alexanderplatz – pokazuje aktualny czas w 24 strefach czasowych świata.
 Sklep z drewnianymi zabawkami na czele którego stoi Pinokio 🙂
 Altes Museum
Jak widac wszyscy siedzą i odpoczywają na trawie, szkoda, że u nas nie jest wprowadzony taki zwyczaj.
 W Berlinie raczej nie ma korków ulicznych, większośc wybiera rower. Przez całe miasto na ulicy są wydzielone ścieżki rowerowe.
 Jest tam również wielu artystów ulicznych i są oni naprawdę dobrzy. Można słuchać i słuchać siedząc sobie na środku placu, obok przejeżdzającego tramwaju.
 W tle wyżej wspomniany już zegar. Pierwszy raz byłam w Primarku. Co prawda żeby do niego trafić musieliśmy pytać obcej osoby u której akurat zauważyliśmy torbę z zakupami. Ale gdy już trafiliśmy to przeżyłam niemałe zdziwienie, nigdy nie widziałam tylu ludzi w sklepie! Przede wszystkim w tak dużym sklepie…i jak się po chwili okazało był on dwupiętrowy. Więcej czasu zajęło mi przedzieranie się przez tłumy a niżeli samo patrzenie na asortyment sklepu. Stanie w kolejce do przymierzalni to tylko godzinka 🙂 Prawie wszystkie pieniądze wydałam właśnie tam. Do dziś się zastanawiam po co mi już czapka na zimę czy zapachowe świeczki, ale jak widać ten sklep ma też to na celu, czyli zachęcani niskimi cenami po czym wychodzisz obładowana zakupami, bo w końcu to tylko 3 czy 4 euro.
 Brama Brandenburska.


Dunkin Donuts w Berlinie jest naprawdę sporo i nawet o 20 można zjeść tam pysznego donuta 🙂
Jeśli macie jakieś pytania odnośnie Berlina to pytajcie, bo może przez moje zmęczenie o czymś zapomniałam 🙂